niedziela, 14 września 2014

Gdy ma się zbyt wiele czasu na myślenie...

Weekend, weekend i po weekendzie. Nareszcie skończyłam moje DSD, które kosztowało mnie sporo nerwów i wysiłku, ale efekt końcowy mi się podoba. Temat trudny sam w sobie, do tego osobiste przeżycia, które z jednej strony motywowały, a z drugiej strony zastopowały mnie na dokładnie dwa tygodnie. Nie mniej jednak skończyłam i na parę chwil mogę oddać się błogiemu lenistwu. No dobra, na bardzo krótką chwilę, bo muszę się zacząć pakować, ale jeden króciutki odcinek Kości nie zaszkodzi :D

Co do tematu... Ostatnio w szkole byłam świadkiem paru niezbyt miłych sytuacji z moimi znajomymi w roli głównej. Jest u nas w szkole rodzeństwo. Dziewczyna jest rok młodsza, chłopak cztery lata i, nie owijając w bawełnę, nie przelewa im się w domu, co można dostrzec gołym okiem. I nie bierzcie tego jako złośliwość z mojej strony.
Pierwsza niemiła sytuacja miała miejsce jakiś tydzień temu. Szukałam tej dziewczyny, ponieważ miałam odebrać od niej moje książki. Nie widziałam jej nigdzie, więc zapytałam się mojego kolegi, czy ją widział. Ten zaśmiał się tylko i powiedział, że nie. Jego drugi kolega wtrącił, że to bardzo dobrze, że jej nie ma. Powiem szczerze, nie rozumiem ich niechęci do niej. Rozmawiałam z nią i wydaje mi się bardzo sympatyczna. Co prawda ma podobno lekko stukniętą mamę, ale to nie powód, żeby się z niej naśmiewać. Nikt z nas nie ma wpływu na to, w jakiej rodzinie się urodził ani ile pieniędzy mają nasi rodzice.
Druga sytuacja miała miejsce jakieś trzy dni temu. Mieliśmy mieć historię, więc po przerwie poszliśmy pod salę. Na przeciwko miała lekcje klasa gimnazjalna, do której uczęszcza wyżej wspomniany chłopak. Moi koledzy, kiedy tylko go zobaczyli, zaczęli wołać: OO! Freddy! Wiem, że on wie, że to o niego chodzi i zrobiło mi się go żal. Chłopak ma jakieś czternaście lat i to nie jest w żadnym stopniu jego wina. Gdyby chociaż mógł dorobić sobie w czasie wakacji, ale przecież nikt legalnie go nie zatrudni!

Czasami nie rozumiem moich rówieśników. To, że ktoś nie ma najnowszych gadżetów ani ciuchów nie oznacza, że jest gorszy. To nie one są wyznacznikiem naszej wartości. Gotuje się we mnie, kiedy słyszę te wszystkie komentarze, zwłaszcza że te dzieciaki nie mają na to żadnego wpływu! Nie kupuje się butów dla znaczka, tak samo jak nie kupuje się bluzek dla nadruku. Stać Cię na to? Okej, ale nie oceniaj innych przez pryzmat własnej kieszeni.


Ehh. Nie wiem, po co się tak naprodukowałam, skoro żaden z moich 'kochanych' kolegów nigdy tego nie przeczyta. Nie mniej jednak czułam, że muszę o tym napisać. Może nie pomogę akurat tej dwójce, ale może natchnę kogoś do zmiany swego postępowania...



Do następnego! :)





oto co można znaleźć w starej rozmowie... c:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz